Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Czytelnia Namida - Bo we mnie jest tłum!
Blog przystosowany do przeglądarki Firefox.


Namida



email: namida@autograf.pl *
skopiuj lub po prostu:

* jeśli ktoś zna mój inny adres, to może równie dobrze przesłać informacje na tam ten.



Wizyt:
27462
powered by: blog4u
Szablon i treść: Namida
załóż konto/bloga

4. Mizuage

2/01/2011 22:37:30

Autor:Namida
Stan:aktywny
Rozdziałów:4
Rozdziały:1 2 3 4
Od autora:
Nowe opowiadanie. Pierwszy rozdział niepozorny, ale mam nadzieję, że was nie zrazi do czytania kolejnych. Oto drugi rozdział opowiadania "Jak P!es". Jest zdecydowanie dłuższy i odsłania ten główny wątek opowiadania. Mam nadzieję, że nowy rozdział Was wciągnie, wcześniej o tym nie pisałam, ale rozdział pierwszy to prolog do całości. A, czytajcie uważnie, aby nie zgubić się między teraźniejszością, a przeszłością



4. Mizuage



Ziewnął i przeciągnął się na ławce w szatni. Jego ojciec westchnął wyraźnie niezadowolony. Sądząc po jego minie właśnie na usta cisnęły mu się najgorsze przekleństwa pod jego adresem. Matka siedziała tuż koło niego i głaskała go po plecach. Uśmiechała się przy tym delikatnie i patrzyła na niego z psią czułością. Przetarł oczy nadgarstkiem i ponownie ziewnął.
Czyżby wczoraj przesadził z siedzeniem na poddaszu? Przewertował wszystkie czasopisma i był pewien tylko jednego: jego matka musiała być gejszą. Nawet znalazł w starych dokumentach jej dyplom z niższej średniej – a to była szkołą dla gejsz. Znalazł też artykuł podsumowujący działanie młodych gejsz z 2016 roku, w którym byłą lista najlepszych młodszych sióstr. Tam znalazł nazwisko swojej matki, oraz odnalazł trzy inne notki, w których była najlepiej zarabiającą młodą gejszą w danym miesiącu.
Męczyły go te myślisz przez całą noc i teraz nadal ciążyły na sercu. Miał wrażenie, że jego kończyny ważą po tonie. Od tych wszystkich myśli rozbolała go głowa, a za pół godziny mecz. Finał! Kiedy on nie miał wcale do tego głowy.

Sayumi Nagato kręciła się niecierpliwie, kiedy jej starsza siostra ze spokojem dolała sobie herbaty. Jej matka, właściwie kobieta całkowicie obca, odłożyła słuchawkę i zaciągnęła się dymem papierosowym.
- Dziesięć tysięcy. Przeszli na dolary. – Oznajmiła i ponownie zaciągnęła się dymem.
Z żalem spojrzała na swoją matkę. Pięć dni temu po raz pierwszy powiedziała do niej: córko.
Matka rozmawiała przez telefon, mówiła krótko i konkretnie. W przerwie zaciągała się mocno papierosem, wydmuchując dym, odpowiadała. Sprawiał wrażenie pędzącej lokomotywy. Ciężkiej, żelaznej i niepokonanej w obłokach dymu.
- Dziesięć tysięcy dolarów. – Powiedziała, chwila ciszy. – Tak. - Znów cisza. – Piętnaście? Dobrze.
Odłożyła słuchawkę i jak poprzednim razem zaciągnęła się papierosem. Niczym rytuał, powtarzany przed wykręceniem numeru.
Licytacja odbywała się przez telefon, ze względu na anonimowość. Jakby nie patrzeć pan Kukuzawa był żonaty, choć wszyscy dobrze wiedzieli o jego poczynaniach nikt głośno o tym nie mówił. Był też Fuyuuma z licznymi kochankami oraz Tahaza. Tylko Hiwatari-san był młodym i niezwiązanym człowiekiem. Właściwie to nie miało znaczenia, sprzedaż mizuage była nielegalna. Stąd tak ważna była anonimowość. Tylko one trzy wiedziały, kto bierze udział w licytacji.
- Dwadzieścia trzy. – Oznajmiła do słuchawki. – Rozumiem. Dziękuję za udział w licytacji.
- Kto? – Wyrwało się z ust Sayumi, zawstydzona zasłoniła dłonią usta, a matka spokojnie odłożyła słuchawkę.
- Tahaza, cena go przerosła. – Wyjaśniła i odpaliła nowego papierosa. Paliła jak smok, co świadczyło o jej zdenerwowaniu, choć twarz zamarła w nieprzeniknionym grymasie.
- Spokojnie, Hiwatari-san nie zrezygnuje. Bierze udział w tej licytacji tylko ze względu na Kukuzawę. Nie da mu wygrać. – Położyła dłoń na ramieniu swojej młodszej siostry i uśmiechnęła się kojąco.
Hiwatari-san chyba był jedynym, który nie brał udziału w licytacji ze względu na gejsze. Odkąd w mediach zaczęto trąbić o rywalizacji obu przedsiębiorstw wojna między korporacjami wezbrała na ogniu. Młody Hiwatari-san zdawał się chcieć doprowadzić do szału Kukuzawę. Pojawiał się na większości bankietów, gdzie był „ten śmierdzący grzyb” – jak określała go w myślach Sayumi. Niby nigdy nic takiego nie robił. Tylko ciągle przywoływał młode i śliczne gejsze do siebie, te zaś z chęcią obsługiwały przystojnego, może nieco szorstkiego biznesmena. To było o tysiąc kroć przyjemniejsze niż siedzenie koło Kukuzawy i słuchania jego nieprzyzwoitych, świńskich historyjek i pilnowania, aby łapska trzymał przy sobie.
- Ostatnie słowo dwadzieścia cztery tysiące? Rozumiem, oddzwonię. – Odłożyła słuchawkę i skreśliła kolejne nazwisko na kartce. – Fuyuuma, Kukuzawa i tak go przebije. – Wyjaśniła i podniosła słuchawkę.
Do tego czar Hiwatariego działa na kobiety jak magnes. Nie musiał mówić komplementów, wystarczyło, że spojrzał na gejsze, a pod tą miękły kolana. Sayumi często zastanawiała się nad tym, aż w końcu wysnuła teorię. Hiwatari-san rzadko patrzył na gejsze, często traktował je jak powietrze, podobnie jak wszystkie inne kobiety. Więc kiedy w końcu zaszczycił je spojrzeniem było to wyjątkowe, a wtedy serce z piersi chciało się wyrwać i trzepotało jak setka skrzydeł motyli w piersi.
- Może najpierw do Hiwatariego? – Zaproponowała Sayuri z błogim uśmiechem.
- Racja, on podbije cenę o trzy tysiące. – Wybrała numer. – Witam, cenę podbito do dwudziestu czterech. – Zapadła chwila cieszy, a matka rozdziawiła usta. Sayumi zareagowała od razu. Wyjęła chustkę zza obi i ukryła w niej twarz.
- Nudzi? Rozumiem. – Odparła w końcu. – Dobrze. Za chwilę oddzwonię. – Odłożyła słuchawkę. Sayumi osunęła się i z trudem podparła ręką, aby nie upaść.
- Boże, on zrezygnował… - Jęknęła. Matka nie zwróciła na nią uwagi wybrała numer.
- Panie Tahaza, cena przebita, trzydzieści pięć tysięcy. – Poderwała głowę i intensywnie przyglądała się matce. – Dziękuję za udział w licytacji. – Odłożyła słuchawkę i wybrała kolejny numer. – Panie Kukuzawa aktualna cena trzydzieści pięć tysięcy.
- Hiwatari! – Matka odciągnęła słuchawkę od ucha. – To Hiwatari, nie pozbawi mnie tej przyjemności! – Wrzeszczał zachrypnięty. – Trzydzieści siedem tysięcy!
- Trzydzieści siedem? – Upewniła się, krzywiąc od wrzasków, które potoczyły się ze słuchawki. – Dobrze, oddzwonię.
Przez kolejne pięć minut wszystko powtarzało się w kółko. Spokojny ton, mówiący o znudzeniu i coraz bardziej zachrypnięte wrzaski.
- Chce pan kończyć? – Zdziwiła się. – Ach, dobrze. Oddzwonię.
- To już naprawdę koniec… - Jęknęła. – On się wycofuje. – Wyszeptała, a palce Sayuri mocniej zacisnęły się na jej dłoni. Gejsza chciała pocieszyć swoją siostrę, ale wszystkie słowa jakie chciała użyć, gdzieś się skryły. Dziewczyna zaszlochała, a gula w jej gardle urosła.
- Ostatnia propozycja przebita o dziesięć tysięcy.
W jej spanikowanym umyśle pojawił się cień nadziei. Ostatnia propozycja, ile tam było? Ach, czterdzieści dziewięć?
- Nie, przepraszam mój błąd, sześćdziesiąt. – W słuchawce zapadła cisza, długa i wymowna. – Panie Kukuzawa? – Podjęła matka po minucie.
- Cholerny szczeniak. – Niemal wysyczał jak wąż. – To Hiwatari? Jestem pewny, że to on. – Wycedził. Matka nie odpowiedziała. – Rezygnuję. – Ostatnie słowo powiedział szeptem i odłożył słuchawkę zanim matka była w stanie cokolwiek odpowiedzieć.
- Sześćdziesiąt tysięcy dolarów. – Zaciągnęła się z satysfakcją dymem. – Tyle można zarobić na mężczyznach, gdy w grę wchodzi ich honor, godność i duma. Kukuzawa tanio ich nie sprzedał. – Zgasiła niedopałek i wykręciła numer.
- Gratuluję Sayumi, właśnie twój dług wynosi tylko siedemdziesiąt trzy tysiące. – Odparła gejsza siedząc prosto z triumfalnym uśmiechem. Gula w jej gardle znikła bez śladu, a jej ciemne oczy błyszczały w samozadowoleniu.
- Och Sayuri-sama, nie wiem jak ci się odwdzięczę! – Niemal krzyknęła i zarzuciła ręce na szyję starszej siostry.
Odciągnęła ją na długość ramion i posłała srogie spojrzenie.
- Nie możesz zawieść oczekiwań Hiwatari-san.

Jej czarne włosy były upięte w sztywny kok, z którego niczym kaskada spływały ozdoby do włosów. Miała na sobie najlepsze kimono z okiya i sama Sayuri ją malowała, choć równie dobrze sama mogła to zrobić. Nasmarowały ją jakimiś balsamami, po perfumowały i wpakowały do samochodu. Mówiły cały czas co ma robić, czego nie robić, jak się zachować, co mówić, jak się przygotować. Upomniały by czuwała w nocy i uważała na włosy.
- Gdyby pan Hiwatari chciał jeszcze raz. – Powtarzały to jak jakąś mantrę. W kółko, ciągle to samo, aż w końcu przestała przytakiwać tylko powtarzać razem z nimi.
- I rozluźnij się, weź głęboki oddech. Nie możesz być spięta! – Pokiwał tylko głową, czując jak panika pozbawiła jej zdolności mówienia. Siedziała sztywno, a każdy mięsień jej ciała był spięty. Przecież dziś rano się nie denerwowała!
„To przez te ich gadanie.” – Pomyślała i mocniej zacisnęła dłonie, gdyż właśnie zajechali do rezydencji Hiwatariego.

Siedzieli w wynajętym pensjonacie urządzonym w tradycyjnym japońskim stylu. Hiwatari-san beznamiętnie otworzył drzwi prowadzące do ogrodu, dopiero wówczas zaszczycił ją spojrzeniem. Gdy jej niemal czarne oczy napotkały jego chłodne, bordowe, panika znikła.
Była taką bezradną i pokraczną gejszą. Wszystko robiła nie tak jak powinna. Ciągle coś upuszczała, rozlewała, potykała się, mówiła rzeczy, których nie powinna, poczym płakała z bezradności nad swym gapiostwem.
Postanowiła więc, że nie będzie się wyrywać, by znów nie popełnić gafy. Patrzyła na niego z pokorą i ufnością, czekając na najmniejszy gest czy najcichsze polecenie. Jego spojrzenie przeniosło się z niej na butelkę saki, natychmiast zareagowała. Dumna z tego, że ręce jej się nie trzęsą, nalała ją do szklanki. Z wyuczoną gracją podeszła do mężczyzny i postawiła napój tuż przed nim, głęboko się pochylając, tak by była widać jej nagi kark.
- Ile masz lat?
- Siedemnaście. – Odparła zgodnie z prawdą, ciesząc się, że jej twarz była pokryta grubą warstwą białego pudru. Spojrzenie mężczyzny była intensywne i przenikliwe, powodując napływ gorąca na jej policzki. Dokładnie przyglądała się jego szlachetnej niemal martwej twarzy. Gdyby nie była tak blisko niego nie zauważyłaby cienia grymasu.
- Ciało kobiety, dusza dziewczynki. – Skwitował, wyzywając w myślach swoich konkurentów od zboczeńców.
Jest taka młoda, taka głupiutka, taka niewinna. Widział ich świńskie spojrzenia, które zdradzały zbereźne myśli na widok dziewczyny. Staruchy, które chciały się zabawić z młodziutką dziewczyną, która nie miała pojęcia o tych sprawach. Na dodatek to jej spojrzenie porzuconego szczeniaka. Tak, w szczególności właśnie to im by się najbardziej podobało. Gdyby się jeszcze przy tym popłakała, to dopiero mieli by uciechę. Czuli by się jak bohaterowie rodem z hentaia.
Była zmieszana, jak na dłoni było widać, że nie wie co odpowiedzieć. Słodka, niewygadana i uległa. Te wielkie psie oczy dopełniały wszystko i były wszystkim. Upił spory łyk saki. Kukuzawa byłby w siódmym niebie, tak, byłby, ale nie będzie. Uśmiechnął, tak niepozornie, że nie wiadomo było czy przypadkiem niebyło to złudzenie optyczne, gdyż szybko grymas na jego twarzy powrócił.
Mimowolnie do jego umysłu wcisnęła się wizja Kukuzawy z Sayumi, a napływ obrzydzenie niemal nie cofnął saki, którą przed chwilą wypił. Może i była na tyle durna by zrobić licytację na swoje mizuage, ale nie zasługiwała na takiego klienta, na takiego obleśnego grzyba.
- Hiwatari-san? – Szepnęła cieniutkim, niepewnym głosikiem.
- Głodna? – Zaprzeczyła ruchem głowy, a ozdoby przy jej koku zatrzęsły się energicznie. Patrzyła tak wyczekująco, jak pies na pełną miskę przysmaków. Westchnął.
- Chcesz mieć to za sobą?
Spuściła głowę i przymknęła te swoje wielkie, psie oczy. Powoli zaprzeczyła głową, niepewnie na niego zezując. Wyglądała jak pies, który zawstydził się przed panem, że nasikał na dywan. Jej dłonie jak dotąd luźno splecione, swobodnie spoczywające na kolanach, zacieśniły się.
- Obraziłem cię?
- Nie! – Zaprzeczyła od razu, energicznie kręcąc przy tym głową. – Hiwatari-san nie ważne co powie i tak mnie nie obrazi! Uratowałeś mnie… - Dodała niepewnie i zbyt cicho, jakby wymokło jej się coś, czego mówić nie powinna. Chciał już coś powiedzieć, jednak ona mu przerwała. – Ja rozumiem, nie jestem zbyt piękna, ani na tyle dobrą gejszą. Wiem, że to tylko ze względu na Kukuzawę, wziął pan udział w tej aukcji. Ale ja nie chcę być dłużna panu, mam już wystarczająco dłu… - Zamilkła i zatkała sobie dłonią usta. Przerażona patrzyła na niego, a jej oczy były jeszcze większe, godne zaszczutego szczeniaka.
Ledwo powstrzymał „och”, które rwało się by uwolnić z jego gardła. Ona ma dług! To dlatego była gotowa sprzedać mizuage, czyli uratował ją podwójnie. Gdyby nie on, Kukuzawa zapłaciłby o wiele mniej.
- Chociaż spłaciłaś dług. – Pozwolił sobie na niemiły komentarz z mściwym uśmiechem popijając sake.
Niewinna i głupiutka może i była, ale chociaż jej matka miała dryg do interesów, doskonale wiedziała kogo zaprosić do licytacji. Nagle do niego dotarło: to jej psie spojrzenie. Te niepewne oczęta, w których stanęły łzy.
- To ile ty masz tego długu? – Wycedził z niedowierzaniem. Milczała z mocno zaciśniętymi zębami. – Mów! – Rozkazał, czując jak ciekawość żre go od środka.
- Siedemdziesiąt trzy tysiące dolarów.
- Trzynaście tysięcy to nie tak dużo. – Jej przeczący ruch głowy był niemal niezauważalny. A szept „zostało” ledwo wychwyciły jego uszy.
Jego mózg zaczął szybko kalkulować.
- Miałaś sto trzydzieści trzy tysiące dolarów długu?! – Niemal krzyknął, a jego brwi zbiegły się ku sobie.
- Tak właściwie to prawie sto pięćdziesiąt, ale potem nieco wzrósł…
- Wzrósł? – Podchwycił tylko ostatnie słowa, gdyż w głowie mu huczała pewna liczba.
- Szkoła dla gejsz jest kosztowna… - Wyjaśniła, a jej głos drżał.
- Nie mogłaś iść do normalnej? – Wycedził przez zaciśnięte zęby.
On w jej wieku nie był nikomu dłużny nawet dolara, a co dopiero stu pięćdziesiąt tysięcy! Ona, ona, ona musi być idiotką, pewnie jej matka rwie sobie włosy z głowy (co by wyjaśniało, dlaczego jest taka brzydka).
Zaprzeczyła ruchem głowy.
- Jestem za głupia, żeby po skończeniu zwykłej szkoły tyle zarobić. Bym musiała pracować całe życie…
- Matka by ci pomogła. – Odparł złośliwie się uśmiechając. Patrzyła na niego jak na idiotę, co całkowicie mu się nie podobało.
- Matka nie odpuści mi złamanego centa, dziwię się, że nie każe mi płacić czynszu za mieszkanie w okiya.
Poczuł, że jego mózg nie jest w stanie tego ogarnąć. Pomasował sobie czoło, a jego brwi zbiegły się tak mocno, że pomiędzy nimi była duża i wyraźna bruzda.
- Matka nie jest moją matką. Tylko wszystkie tak do niej mówimy. Ona mnie adoptowała, bo twierdziła, że wyrosnę na ładną dziewczynę, a że umiałam śpiewać, stwierdziła, że będę dobrą gejszą. Nie musiałabym być gejszą, gdybym nie zniszczyła tych kimon… - Wyjaśniła i znów ugryzła się w język.
W jego zaciemnionym umyślę pojawił się snop światła, który powoli naświetlał całą sytuację, odkrywając karty. Zrobiło mu się żal dziewczyny, była tym porzuconym szczeniakiem, którego odnalazł podły nowy właściciel.
- Dużo tych kimon zniszczyłaś? – Zagadnął, czując jak powoli odzyskuje kontrolę nad swoją twarzą. Spojrzała na niego znów jak na idiotę.
- Cztery. – Powiedziała to tak swobodnie, jakby powinien o tym wiedzieć. – Kimono kosztuje trzydzieści, czterdzieści tysięcy dolarów. – Dodała w zamyśleniu, jakby nie zauważając, że powiedziała to na głos.
Cóż, właśnie fundnął jej dwa kimona, które zniszczyła. Jeszcze tylko dwa, ale co to dla gejszy…
Poczuł jak smukłe i delikatne palce musnęły jego dłoń. Zachwiała się przy wstaniu, była zdenerwowana i zawstydzona. Nalała mu pełną szklankę sake.
- Ty też. – Polecił, nie buntowała się, posłusznie nalała i sobie.
„Tresowany pudelek.” – Pomyślał obserwując ją kontem oka. Jak poprzednio postawiła przed nim szklankę i wzięła zbyt duży jak przyzwoli gejszy łyk. Nie czuł się winny, że zmusił ją do picia alkoholu, każda gejsza pije wraz z klientami. Jedynie nie upijają się, ponieważ tak nie wypada. Choć raz widział młodą gejszę, która przeceniła swoje możliwości. Jednak jej dwie koleżanki szybko się nią zajęły i dyskretnie wyprowadziły z bankietu. Gdy wróciły obie z zawziętością twierdziły, że się czymś struła.
Znów patrzyła na niego jak na pełną miskę. Nie zrobi tego z siedemnastolatką, na litość boską, on w jej wieku pierwszy raz w życiu pocałował się z dziewczyną!
- Hiwatari-san… - Szepnęła, zaciskając palce na szklance. On nie zdawał sobie sprawy ile to dla niej znaczyło. Jej ideał, jej idol… Miała go na wyciągnięcie ręki. Choć wolałaby, aby to wydarzyło się w innych okolicznościach. W jej marzeniach nie była gejszą, nie była tak pokraczna, była taką doskonała kobietą, której ulega on: Kai Hiwatari, mężczyzna z jej snów, ten, który mógłby mieć każdą.
- Powinnaś to zrobić z chłopakiem w twoim wieku.
- Żaden nie równałby się z Hiwatarim-san.
Wytrzeszczył oczy i zamarł z szklanką przyklejoną do warg. Czy, czy, czy ona go uwodzi?! To miłe, że dziewczyna w jej wieku uważa go za atrakcyjniejszego od swoich rówieśników, ale dzieli ich… Dwanaście lat. Na upartego mogła być jego córką!
Poczuł, że popełnił największą pomyłkę swojego życia, gdy spojrzał w jej wielkie psie oczy. Pełne bezinteresownej miłości, szczęścia i brakowało tylko merdania ogonem. Chłodny powiew wiatru ocucił go z napływających wizji do osłabionej sake świadomości.
- Już późno. – Odparł siląc się na oziębły ton, niepozornie wskazał łazienkę. – Idź.
Zadowolona skinęła głową, swoją szklankę postawiła na niskim stoliku, bez słowa udała się do pomieszczenia.
Musi wytrzeźwieć i to już! Trzeźwego nic go nie ruszy, po co on pił tą przeklętą sake? Tylko w głowie mu się poprzekręcało. Wystawił własną godność na pośmiewisko, jeszcze godzinę temu tak szydził z tych napalonych starców. Co on sobą w tym momencie reprezentuje? On ma dwadzieścia dziewięć lat, ona siedemnaście. No dobra, może niedługo będzie pełnoletnia, a on nie skończył trzydziestki. Ile się słyszy o takich związkach o sporej różnicy wieku. Siedem, osiem lat, oj! Wyhamuj kolego, nie, nie, wytrzeźwienie nie wchodzi w rachubę. Zaczyna szukać sobie już furtki. Musi się upić w trupa. Zaśnie, obudzi się grzecznie rano i będzie po kłopocie. Na kacu nie będzie mu w głowie takie rzeczy. Każe jej się zamknąć i zamówić taksówkę. Tak, plan doskonały. Pewnie już mu nie zostało dużo czasu, ale wypije jeszcze z dwie szklanki, a gorąca kąpiel dokończy dzieła. Tak, zaiste plan doskonały.
Nie wiedział ile czasu stracił na rozmyślania, więc wypił połowę szklanki, którą trzymał w dłoni na raz. Polał sobie i chciał powtórzyć wyczyn z przed minuty, jednak po trzech dużych haustach jego gardło odmówiło współpracy. Wstrząsnął nim dreszcz, przy czym skrzywił się okropnie. Dobra, ile zdąży wypić tyle wypije. Tak czy siak, już jest trochę wstawiony, gorąca woda zamknie sprawę. Jak ona wyjdzie musi wstać, pójść do tej łazienki, wziąć tą cholerną kąpiel. Nie ważne, że jest ładna, właściwie bardzo ładna, że jest gejszą, że jest słodka, ma te wielkie psie oczy, tak przeklęcie hipnotyzujące! Nie ważne, że jest młoda… Taka gorąca i napalona. Dodał, gdy w najprostszym (tak uwodzicielsko, niedbale związanym obi – mała, przeklęta kusicielka!) kimonie, pod którym nie było żadnych innych warstw, tylko ten jeden cienki jedwab. Swobodnie opadający na nadal wilgotne i rozgrzane ciało. Uderzył go aromat olejków i balsamów. Jej oczy pozbawione makijażu jeszcze bardziej przywodziły na myśl psie ślepia.
Przyklękła, była na wyciągnięcie ręki, na niskiej półce położyła starannie złożone kimono. Materiał na karku odgiął się ukazując jej smukłe plecy, z tej odległości doskonale widział wilgotne ślady na skórze. Przełknął ślinę, która napłynęła mu do ust.
„To dziecko, to dziecko…” – Powtarzał rozpaczliwie w myślach, starając się nie dostrzegać jej piersi, tali i bioder. Paradoksalnie im bardziej chciał nie wiedzieć w niej kochanki, tym dostrzegał więcej szczegółów. Jak kimono rozchodzi się na piersi, jak materiał opina się na nich, jak spływa po biodrach. Piękna kobieta, tuż obok, wystarczy wyciągnąć rękę.
Chciał nakazać swojemu ciału by wstało, ominęło ten apetyczny kąsek i wykonało plan. Świadomość zaś wrzeszczała, że jeśli teraz się poruszy nie powstrzyma pożądania. Ostatkiem woli powstrzymywał się od zdarcia z niej tego przeklętego jedwabiu.
Ich spojrzenia się spotkały, odwołał wcześniejsza pomyłkę. To był największy błąd jego życia! Powinien zamknąć oczy, gdy tylko wyszła z łazienki, zamiast wlepiać w nią w ślepia, jak ciele w malowane wrota i wziąć tą przeklętą kąpiel.
Przechyliła nieco głowę, zmrużyła niemal czarne oczy i uśmiechnęła się rozkosznie. Nadmiar złego jedwab zsunął się, odsłaniając jej nagie plecy i ramię. Jeszcze nie wiedział jak, ale z pewnością to była jej wina. Zrobiła to z rozmysłem, nawet ten jej rumieniec, kiedy naciągała materiał na odkryte ciało. Ponownie przełknął ślinę, starając się nie mrugać, by nie przywołać wspomnienia jej odsłoniętego, gorącego ciała. Przeniosła ciężar ciała z pięt na biodra, podparła się ręką i przechyliła w jego stronę. Dzieliło ich tylko kilkanaście centymetrów. Jego rozbiegane spojrzenie nie wiedziało czemu się przyglądać. Kiedy skupiał się na ustach, chciał patrzeć w jej oczy, gdy dostrzegał tylko je, chciał obserwować jej unoszące się piersi, by po chwili znów uczepić się jej lekko rozchylonych warg.
- Hiwatari-san. - Wyszeptała lekko drżącym głosem, a jej policzki zdobił uroczy rumieniec. Spijał każdą sylabę z jej ust. – Mogę prosić o jeden pocałunek?
- Ty przeklęta, wredna, podstępna… - Wysyczał na wydechu i wpił się w jej usta, energicznie przyciągając delikatną i kruchą dziewczynę.


Namida

[komentarzy 3]
Komentuj