Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Fish - connection people (cz. 2)
Blog przystosowany do przeglądarki Firefox.


Namida



email: namida@autograf.pl *
skopiuj lub po prostu:

* jeśli ktoś zna mój inny adres, to może równie dobrze przesłać informacje na tam ten.



Wizyt:
27462
powered by: blog4u
Szablon i treść: Namida
załóż konto/bloga

Fish - connection people (cz. 2)

30/01/2007 12:06:19

Autor:Namida
Stan:zakończony
Rozdziałów:11
Rozdziały:1(I) 1(II) 2 3 4 5 6 7 8 9(I) 9(II) 10(I) 10(II) 11
Od autora:
Trudno mi cokolwiek o tym napisać, aby nie zdradzić treści. Opowieść dość spokojna, akcja skupiona na jednym bohaterze - Kai'u Hiwatarim.
Trochę romansidła, szczypta grozy i nie rozwinięty wątek... A czego, sami się przekonacie. :)
Miłego czytania.




Zbliżała się 16, Kai już był w parku i puszczał dysk. Siedział na ławce, a Dranzer wirował tuż przed nim robiąc koła, potrącając pojedyncze kamienie. Nie wiedział, czego może się spodziewać. W szkole Kokoro wyglądała na szanującą się dziewczynę, ale to nie musi być odzwierciedleniem jej prywatnego stylu życia. Mogła robić tylko dobre wrażenie na nauczycielach. Nigdy nic nie wiadomo. Życie go tego nauczyło. Spodziewać się niespodziewanego.
Kokoro stanęła przed nim. Kai zmierzył ją wzrokiem. Jakieś 160 cm dziewczynki. Tak, dokładnie dziewczynki. Stała tuż przed nim i onieśmielona patrzyła na niego. Jak mała dziewczynka. Nawet była ubrana jak mała dziewczynka, którą ubierają rodzice. Ech… To będzie trudniejsze niż myślał. Wstał i powoli szedł obok dziewczyny, która ze spuszczoną głową prowadziła go do swojego domu. Kai obserwował swój dysk, który wirował około metr przed nimi, od czasu do czasu spoglądał na dziewczynę. Szli tak w milczeniu. Był pewny, że ona też obserwuję Dranzera.
Dla Kokoro to było pewne rozwiązanie. Nie musiała z nim rozmawiać. Nawet by nie potrafiła. Nie wiedziałaby, o czym ma z nim rozmawiać. On ją onieśmielał, a to tylko i aż dlatego, że on jej się podoba. Jest przystojny, inteligentny, tak tajemniczy i nieosiągalny… Zafascynowana obserwowała dysk, który zdawał się być kierowany jakąś niewidzialną siłą. To nie możliwe, żeby tak sam z siebie wirował w odpowiednim kierunku.
Kai widział to zafascynowanie, pozwolił sobie na uśmieszek. Dotarli pod drzwi. Dopiero wtedy Kai „przywołał” dysk. Tak to wyglądało. Wyciągnął rękę, a dysk zatoczył półkole i „wskoczył” do ręki. Dziewczyna drżącą ręką próbowała włożyć klucze do zamka. Chciało mu się śmiać. Z niej. To był taki zabawny i zarazem pełen politowania widok. W końcu otworzyła drzwi i zaprosiła go gestem do środka. Zrobił zaledwie dwa kroki, gdy poczuł, że coś zawisło na jego nodze. Spojrzał w dół z niezadowoleniem. Był to kot. Czarny z oczami tak żółtymi, niczym dwie małe latarki. Lubił koty. Ogólnie lubił zwierzęta. Kokoro pisnęła, i zabrała to owo zwierzątko.
- Przepraszam. – Jęknęła. – On tak czasem rzuca się na ludzi… - Przytuliła kota do piersi.
„Rzuca się na ludzi? Brzmi ciekawie.” – Kai uśmiechnął się, by pochwali móc się już roześmiać. Ten właśnie kot bezczelnie i z chirurgiczną precyzją ugryzł swoją właścicielkę w brodę. Mieszkanie napełniło się piskiem dziewczyny.
„Zapowiada się ciekawie. Bardzo ciekawie. Kot, który rzuca się na ludzi i gryzie w brody, co jeszcze?” – Kai’owi coraz bardziej to się podobało.
Kokoro siedziała w łazience siłując się z plastrami, a Kai w pokoju z kotem na kolanach. Najbardziej zaskakującą rzeczą w tym pokoju był fakt, iż jego ściany były kolorze brudnej pomarańczy. Dobrze, że nie różowy. A ten pomarańczowy prezentował się sympatycznie. Dość spore biurko, regał zastawiony książkami, łóżko, które wyglądało zachęcająco, mimo poduszek i niebieskiego misia. Reszta standard: szafa i komoda oraz pełno tych śmieci. Po co baby trzymają w pokoju tyle tych bzdetów? Jakieś zdjęcia, wazon z ususzonymi kwiatami ozdobionymi różnymi duperelkami, które razem wyglądały interesująco. Pamiątki znad morza, gór i paru innych miejsc. Na żyrandolu wisiał łapacz snów. Z decydowanie podobało mu się, nie za słodko nie za gorzko, lecz w sam raz. Chłopak siedział na wygodnym fotelu, obok małego stolika i lampy stojącej. Ech, te baby… Na całe szczęście na stoliku nie leżały tanie romansidła. Tak, to już plus.
Kokoro weszła do pokoju. Kai uśmiechnął się na widok dwóch dużych plastrów na brodzie dziewczyny. Jak ona zabawnie w nich wygląda.
- Nie ugryzł cię? – Zapytała wskazując na kota. Chłopak zaprzeczył ruchem głowy. Nie ma, co, pan Hiwatari miał podejście do kotów, koniec końców sam ma dwa. Kokoro wyjęła wszystkie notatki z biologii. Włączyła wierzę, a z głośników popłynął płynny śpiew Shiny Ringo.

*


Było już nieźle po dwudziestej drugiej, gdy Kai zdążył na jeden z ostatnich pociągów. Świetnie się bawił, nie ma, co. Było lepiej niż sądził, dużo lepiej. Kokoro okazała się miłą i sympatyczną dziewczyną. Czytając między wierszami panu Hiwatari wcale tak nie przeszkadzała ta praca w parach. Było naprawdę sympatycznie. Z resztą, czemu tu się dziwić? Kokoro zaliczała się do wąskiej grupy dziewczyn, jakie tolerował. Nie była terminatorem w kobiecym ciele ani słodziutką idiotką. Widać, że się szanowała. Lubił szanujące się dziewczyny.
Cały dzień stracił na głupią biologię, prawie w ogóle nie potrenował. Ta myśl mu doskwierała. Nie może zaniedbywać treningu. Jak tylko skończą tą biologię, to będzie mógł się całkowicie skupić na treningu. Tak, to jest bardzo ważne, w szczególności dla zawodnika światowej klasy, takiego jak on.

*


Kolejny dzień i kolejne spotkanie. Znów umówili się w parku. Kai już zdecydowanie z mniejszymi oporami zawitał do parku w pobliżu liceum. Ponownie zaczął bawić się dyskiem, bo tego treningiem nie można nazwać! Trening, to trening, a nie bezmyślne puszczenie dysku, na płaską płaszczyznę! Gdyby tu był jakiś głaz, coś, co można zniszczyć… Ale nie, tu jest jakiś durny plac zabaw, gdzie roi się od bachorów i drzew. Ale to jest park miejski, więc nie może zniszczyć żadnego drzewa. Życie jest brutalne. Więc nie pozostało mu nic lepszego do roboty, jak potrącanie puszki coli, oczywiście tak, by nie mogła dotknąć ziemi.
Kokoro i Natsuko właśnie weszły do parku. Natsuko mówiła o ostatnim odcinku taniej brazylijskiej telenoweli. Kokoro nie nadążała to z coraz nowymi bohaterami i akcją: „kto, z kim i dlaczego”. Było to spowodowane faktem, iż słuchała tylko opowieści Natsuko, sama nie oglądała tych romansideł. Jakoś te tasiemce nie przemawiały do niej, wolała dobry film, czy anime niż te niekończące się historie.
- No i Trey umówił się z Cornelią! A Mokoto ich przyłapała i wiesz, jaka jazda była? – Natsuko była zafascynowana snuciem swojej opowieści.
- A Trey nie jest z Amelią?
- Trey i Amelia to przeszłość! Amelia teraz jest z Grey’em, który podkochuje się w Danielu, wiesz, Daniel to ten gej od Frankliny. – Kokoro pokiwała głową, już całkowicie nie wiedząc, o co chodzi. Natsuko wcale nie zwróciła na to uwagi i dalej kontynuowała swoją historię. Gdy tylko dziewczyny zlokalizowały chłopaka rozdzieliły się i każda poszła w swoją stronę. Ame z daleka przyglądała się wyczynom Kai’a.
„Jak on kontroluje to coś? Nie widzę, żeby miał jakiegoś pilota, ani nic w tym stylu.” – Szła zapatrzona w puszkę, która odbijała się jak piłeczka od dysku. Kai ją zauważył i ostatni raz podbił puszkę, która w padła do kosza na śmieci. Z gardła Kokoro wyrwało się zduszone „ooo”, potknęła się o własną nogę, wyciągnęła ręce przed głowę i idealnie upadła prosto na twarz. Reakcja Kai’a również była natychmiastowa. Przyglądał się tej całej „akcji” z półotwartymi ustami i oczami wielkości pięciozłotówek, na sam koniec się uśmiechnął.
„Dzisiaj zaczynamy wcześniej zabawę? Mogła mnie ostrzec, bym się przygotował… Z kamerą bym przyszedł, albo przynajmniej na telefon filmik bym nagrał. ” – Pomyślał i podszedł do Kokoro, która zdążyła się już podnieść i zacząć jęczeć jak szczeniak. Można zrozumieć, że ktoś biegnie i się przewali, albo jest się poturbowanym, pijanym, itd. ale ona jest trzeźwa, kiedy szła, jeszcze nie miała żadnego uszczerbku na zdrowiu, dopiero teraz ma roztrzaskany nos…
- Idziesz do lekarza. – Zadecydował chłopak idąc koło kulejącej dziewczyny.
- Nic mi nie jest… - Zapewniła ocierając rękawem krew z nosa i z rozciętej wargi.
„Twarda jest.” – Pomyślał, obserwując na zmianę jej zdarty łokieć i kolano.
- Do lekarza! – To już zabrzmiało jak rozkaz. Chwycił ją za zdrowe ramię i pociągnął. Jak nie chce iść dobrowolnie, to ją zmusi. W końcu jego słowo jest święte.
- Siostra, lekarz! – Pojedyncze wyrazy wyrwały się z gardła dziewczyny. Zatrzymali się. Kai spojrzał na nią chłodno podejrzewając u niej już wstrząs mózgu. – Siostra jest lekarzem. – Zapadła cisza. – Jest w domu. – Dodała. Kai uznając, że jest bliżej do jej mieszkania i biorąc pod uwagę fakt, że on za niańkę nie robi i nie ma zamiaru się nią opiekować, wyraził niemą zgodę udania się do jej mieszkania.
Było jej strasznie głupio. Wywaliła się na prostej drodze! I to jeszcze na JEGO oczach! Co za wstyd! Najchętniej teraz by się zapadła pod ziemię i nie wyszła z pod niej przez najbliższy rok. Czemu takie rzeczy muszą się jej zdarzać na JEGO oczach?! Gdyby GO nie było, to by się nie przewróciła! Ale jednak to był ON. To przy NIM zapominała języka w gębie, nic jej nie wychodziło, wszelkie przedmioty wylatywały jej z rąk. To JEGO wina, że też musiała się w NIM zakochać…
- Jak kontrolujesz ten dysk? – Zapytała, gdy byli już koło budynku.
- … Uważaj, stopnie. – Ta odpowiedź ją niezadowoliła.
- To nie jest śmieszne! – Warknęła. Tak bezczelnie się nabijać z jej upadku! Każdy może się przewrócić! Już miała pokonać drugi stopień, zahaczyła końcem buta o jego krawędź i poleciała jak długa na schody. Chłopak zasłonił sobie ręką oczy. Spojrzał na nią przez rozstawione palce.
- Mówiłem, żebyś uważała. – Skwitował i pomógł jej wstać.
„Przed drzwiami też się wywali? Może je wyważy całkiem przypadkowo? Albo kot ją ugryzie w ten rozkwaszony nos? Tyle pytań i żadnych odpowiedzi…” – Zdusił westchnięcie i powoli, tym razem już dyskretnie ją asekurując wszedł za nią po stopniach na pierwsze piętro.

*


Kai siedział w pokoju w kolorze brudnej pomarańczy. Midori zajęła się swoją młodszą poobijaną siostrzyczką. Na kolanach Kai’a był ten sam kot, co wczoraj. Teraz wie, że ma na imię Dzikus. Obserwował dokładnie każdy jego ruch. Odnosił przykre wrażenie, że teraz chce go ugryźć w brodę. Siedział wyprostowany w fotelu, gotowy w każdej chwili na obronę. Nie ma, co! To imię do niego całkowicie pasuje…
- Midori! To boli! – Usłyszał rozpaczliwy głos Kokoro. Ten jeden ułamek sekundy jego nieuwagi wykorzystał Dzikusek. Wyskoczył jak z torpedy, Kai chwycił go za gardło, jednak kot chyba osiągnął swój cel. Jego małe ostre ząbki zacisnęły się na włosach chłopaka. Oparł łapki o jego policzki, przez co tym samym wymusił na Kai’u uśmiech „od ucha, do ucha”. Oczy Dzikuska zezowały na Kai’a, a on patrzył w oczy kota. O zgrozo! Jezus, Maria! Drogi Boże! Na szczęście pana Hiwatari kot miał usunięte pazury. Tylnie łapy kota zatrzymały się na szyi chłopaka. Kai trzymał jedną ręką kota za szyje, a drugą za tylnie nogi, żeby go nie udusił. Dzikusek się szarpał próbując uwolnić łapy z uścisku chłopaka. Drzwi się otworzyły, Kai kątem oka spojrzał na dwie dziewczyny. Obie jęknęły z przerażenia, a Midori porzuciła swoją siostrę i przybyła z odsieczą chłopakowi. Chwyciła kota i pociągnęła do siebie.
- Włosy! – Wydusił chłopak.
- Nie chce puścić! – Jęknęła Midori nie wiedząc, co zrobić.
- Włóż mu palce w zawiasy! – Zawołała Kokoro. – Ja tak zawsze robię! – Dodała.
„Jak to włożyć mu palce w zawiasy? Kogo palce? W jakie zawiasy?!” – Hiwatari desperacko zadawał sobie te pytania. Midori wsadziła palec w zawiasy szczęki kota, które powoli się otworzyły. Z obrzydzeniem wyplątała włosy chłopaka z zębów Dzikuska. W wyprostowanych rękach trzymała wyrywającego się kota. Oślinione włosy plasnęły głośno na twarz chłopaka.

*


Siedzieli pochyleni nad notatkami. Kokoro uśmiechała się szeroko, dusząc śmiech. Dzisiejszy dzień był zabawny. Nie tylko jej się coś przydarzyło, ale mu też. Dziewczyna nie wytrzymała i zaczęła głośno chichotać. Chłopak spojrzał na nią poważnie, jednak po chwili sam zaczął się śmiać.
„Ta cała praca w grupach to niezła zabawa.” – Stwierdził chłopak. Już wszystko mieli prawie skończone. Czyli już się nie spotkają po lekcjach, już nie zobaczy Dzikuska, chociaż go akurat nie chce widzieć… Przez piętnaście minut zmywał z włosów tą obrzydliwą ślinę, nawet nie wspomni o swoich niebieskich trójkątach, które przez to małe bydle musiał zmyć.
Kolejną bardzo optymistyczną myślą był fakt, iż teraz w pełni po lekcjach może się poświęcić treningowi. Jak on by teraz chętnie chwycił za pistolet i wyrzucił dysk, rozwalając jakąś skałę, drzewo, czy inny mniej lub bardziej zidentyfikowany przedmiot.

*


Minął już tydzień. Prace z biologii zostały oddane do oceny, a Kai znów zaczął nie zauważać Kokoro. Wszystko wróciło do normy, no… Prawie wszystko. Margaret nadal była obrażona na Kai’a, z czego sam zainteresowany był zadowolony.
Kolano Kokoro wróciło do stanu używalności i ponownie mogła się skusić na małą wieczorną męczarnie. Miała nadzieję, że wieczorne maratony z Natsuko poprawią jej humor, trochę było jej przykro, że Kai znów zaczął ją olewać. Chociaż czego ona właściwie się spodziewała? To było oczywiste.
Kai był za to bardzo zadowolony. W końcu mógł normalnie trenować i przyciskać Bladebreakersów, aby się nie obijali. Dwa dni go nie było, a te małe, smarkate szumowiny leżały do góry brzuchem i nic nie robiły. Był tego pewien. Oni zawsze byli pierwsi do jedzenia, zabawy i obijania się, a ostatni do pracy i treningu. Często odnosił wrażenie, że tylko Rei czasem trenuje, a Takao i Max tylko się wygłupiają i popisują. Gdyby nie on, to by nawet turnieju azjatyckiego nie zdobyli, a tak? Mają na swoim koncie nawet turniej światowy. Nic by nie osiągnęli bez niego. W szczególności Takao. Kai doskonale wiedział, że to przez niego wziął udział w turnieju regionalnym, który szczęściem wygrał. A to tylko, dlatego, że jego dysk wypadł, gdy Dragoon fartem wpadł do stadionu…
Dzwonek obwieścił koniec lekcji. Tak, boski treningu witaj! Kai opuszczając klasę nie spojrzał na nikogo. Kokoro ze smutkiem spuściła głowę.

*


Tak jak mieli to w zwyczaju, cała drużyna Bladebreakersów wraz z dwoma dodatkami nadzwyczajnymi w postaci Hiromi i Kennego spotkała się u Takao. Kai jak zwykle trzymał się z boku roześmianej szóstki nastolatków. Max i Rei toczyli ze sobą mały pojedynek, a Takao i Daichi jak zwykle się kłócili. Kenny coś majstrował z Dizzy, a Hiromi obserwowała pojedynek. Westchnął na widok tej dziecinady i wziął się za swój trening. Gdy bez większego wysiłku przewalił dziesięć drewnianych deseczek, które kolejno upadały na siebie tworząc wieżyczkę, Hiromi z tajemniczym uśmieszkiem zbliżyła się do Kai’a.
- Dzisiaj nie umówiłeś się z tą dziewczyną? – Zapytała nie kryjąc diabelskiego uśmiechu. Dysk nagle zatoczył szeroki łuk i wskoczył do wyciągniętej ręki chłopaka. Kai miał minę jakby dostał mokrą ścierką w twarz. Obdarzył ją lodowatym spojrzeniem.
- Co? – Warknął groźnie. Hiromi uśmiechnęła się jeszcze bardziej. To było oczywiste, że się nie przyzna do randki. Ale przecież widziała ich jak się umawiali, no i tego samego dnia ich w parku.
- Słyszałam jak się umawialiście i widziałam jak się spotkaliście. Ona ma na imię Kokoro, mam rację? – Była tego pewna, że on się z nią umówił. Przecież sama widziała.
- Nie.
- Jak to nie?! Przecież słyszałam! „Spotkamy się u ciebie…” - Przedrzeźniała głos Kai’a. Był wkurzony i to bardzo. Jakaś smarkula będzie mu w mawiać, że był na randze, która się nie odbyła. Cóż za tupet! Miał w oczach chęć mordu, podarował jej ostatnie spojrzenie i odwrócił się na pięcie z zamiarem opuszczenia tego miejsca.

*


Kokoro i Natsuko biegły przed siebie. Ulice zaczęły się pogrążać w półmroku. Kokoro była bardzo zadowolona z wieczornych biegów, przynajmniej nie myślała o tym jak się beznadziejnie zakochała. Obie były już zdyszane. Natsuko popijała wodę, a Kokoro z jedną słuchawką w uchu od MP3 szukała jakiejś ballady.
- Uważaj na słup. – Powiedziała niebieskowłosa do Kokoro. Ona kiwnęła głową i ominęła go nadal przełączając piosenki. Zza rogu wyszedł Kai, a tuż koło niego szła dziewczyna z ciemnobrązowymi włosami i brązowymi oczami.
- Przecież wiem, że umówiłeś się z nią! – Naciskała na niego. Kai miał już jej ewidentnie dosyć.
- Robiliśmy pracę z biologii! – Wysyczał. – Nie jest i nigdy nie będzie moją dziewczyną! – Hiromi spojrzała na biegnącą dziewczynę z jasnobrązowymi włosami. Kokoro wbiła wzrok w Kai’a, zapominając o MP3, spojrzała na Natsuko i ponownie na chłopaka. Kai nawet jej nie zauważył, szedł dalej, a Hiromi natomiast patrzyła to na niego to na Kokoro.
„Czy Kai ją widział? Zachowuje się tak, jakby jej tu nie było, może faktycznie to była tylko praca z biologii?” – Hiromi szła koło chłopaka. Kai naprawdę nie zauważył Kokoro. Z resztą ona była mu obojętna. Kokoro pochyliła głowę i wbiła wzrok w ziemię. Zacisnęła zęby i powstrzymała łzy biegnąc dalej, trochę szybciej. Natsuko przyspieszyła, żeby nie zostać w tyle. Nie wiedziała, co powiedzieć. Bo co mogła powiedzieć? Biegła w milczeniu koło przyjaciółki.
- Kai! – Ryknęła Hiromi, gdy obie dziewczyny już zniknęły jej z oczu.
- Czego?! – Warknął już bardzo zdenerwowany, po co ona za nim lezie?! I jeszcze się uwzięła na niego!
- Jak mogłeś powiedzieć coś takiego przy niej! To było chamskie, nawet jak na ciebie! – Kai spojrzał na nią jak na wariatkę.
„Co ja niby powiedziałem przy niej? Czy ktoś ją tutaj widzi?! Nie ma jej tutaj!” – Chłopak patrzył na dziewczynę, która zaprzeczyła ruchem głowy.
- Nie mów, że jej nie widziałeś… - Hiromi patrzyła z niedowierzaniem na niego.
- Tak, nie widziałem! – Warknął idąc dalej. – Bo jej tu nie było! – Szedł szybko. Hiromi już prawię biegła, by dotrzymać mu kroku.
- Biegłą tutaj z swoją koleżanką! A ty wtedy się na mnie wydarłeś! – Zaprzeczyła dziewczyna. Zatrzymał się.
- Nie obchodzi mnie to. – Powiedział to dobitnie i obojętnie. Srogim spojrzeniem dał jej jasno do zrozumienia, żeby wreszcie zostawiła go samego, bo mam jej dosyć. Hiromi drżała już ze złości. Kai całkowicie to zignorował i znów ruszył przed siebie.
- Jesteś wredny! – Krzyknęła za nim dziewczyna. – Jesteś nieczułym chamem! Słyszysz?! – Kai puścił te słowa mimo uszu i uśmiechnął się. Znów był z siebie zadowolony.

*


- Dalej, Dragoon! - Krzyknął Takao, gdy dysk Max’a właśnie zrobił piękny unik.
- Draciel, atakuj! – Zawołał Max. Dyski zderzyły się wytwarzając snop iskier. Walka była zacięta, mimo, że to był tylko trening.
- Dragoon! Victory Tornado!
- Draciel, uważaj! – Jednak było za późno i zielony dysk zakończył swoją drogę ku zwycięstwu, poturlał się pod nogi swojego właściciela. Takao zaśmiał się głośno i podskoczył.
- Wygrałem! – Zawołał radośnie. Max podniósł swój dysk.
- Następnym razem to ja wygram! – Powiedział pewnie blondyn. – Kai zagramy? – Rozejrzał się po podwórku, ale nigdzie go nie było. – Gdzie jest Kai? – Dopiero teraz zauważyli jego nie obecność.
- Gdzie Hiromi? – Zapytał Takao. Jednak chwilę później dziewczyna weszła na podwórko.
- Gdzie byłaś? – Rei z zaciekawieniem przyglądał jej się. Hiromi usiadła na tarasie.
- Poszłam za Kai’em, jednak on mnie spławił. – Chłopcy od razu zrozumieli, że Hiromi jest obrażona na Kai’a.
- Daj spokój Hiromi, on już taki jest. Chodzi SAMOTNIE własnymi ścieżkami. Kiedy się do tego przyzwyczaisz? – Rei próbował złagodzić gniew dziewczyny, jednak ona nadal siedziała z obrażoną miną.
- To nie znaczy, że musi wszystkich olewać i zachowywać się jak nadęty balon, bo w końcu pęknie! – Chłopcy uśmiechnęli się.
- Wszystkich, to znaczy ciebie? – Zapytał złośliwie Daichi.
- Ty! – Warknęła rozwścieczona i zaczęła gonić chłopca po podwórku.

*


Nauczycielka biologii stanęła przed klasą. Uśmiechnęła się szeroko.
- Panno Sharona, jak kocha to poczeka! – Powiedziała do dziewczyny o włosach czarnych z różowymi końcówkami, która czytała sms’a. Dziewczyna się speszyła i szybko schowała telefon do piórnika. Klasa wypełniła się chichotem.
- Przepraszam pani profesor. – Bąknęła. Kai siedział znudzony. Margaret nadal była na niego obrażona. Chyba liczy na to, że ją przeprosi.
„To się przeliczy, o ile umie liczyć…” – Pomyślał złośliwie. Był wredny, wiedział o tym doskonale i bądźmy szczerzy podobało mu się to. Zawsze był z siebie zadowolony, gdy kogoś wkurzył.
- Jak tam panie Hiwatari? Przeżył pan pracę w parach? Żadnych uszczerbków na zdrowiu? – Spojrzał na swoją nauczycielkę. Uśmiechała się szeroko niewiadomo, z czego zadowolona. Przy tym kiwała sztywno głową, co wyglądało jakby dostała drgawek.
- Nie pani profesor. – Odpowiedział tylko, dlatego, bo tak wypadało. Niestety nauczycieli nie może olewać. A szkoda…
- On żyje! – Zawołała profesorka i klasnęła jednocześnie w dłonie. Co wywołało kolejny chichot wśród klasy. Klepnęła jakiegoś ucznia po ramieniu, który siedział sztywno i spoglądał na pobliskie mu twarze, które się powstrzymywały od śmiechu.
- I co, nie pogryzła cię? Nie rzuciła się na ciebie, prawda? – Mówiła nadal się uśmiechając.
„Ona nie, ale jej kot tak…” – Pomyślał gorzko chłopak i potwierdził jej słowa tylko ruchem głowy.
- Sprawdziłam wasze prace. Miss Sharona zostawi ten telefon w spokoju i rozda ocenione prace. – Profesorka podała plik prac dziewczynie nadal się uśmiechając. Chwilę później klasa napełniła się cichymi rozmowami uczniów i szumem przestawianych krzeseł i przewracanych kartek. Kokoro z niewyraźną miną podeszła do chłopaka i bez słowa rzuciła mu na ławkę ich pracę, patrząc tylko na ocenę, jaką dostali. Oho, chyba faktycznie słyszała tą jego wczorajszą kłótnie z Hiromi.
„Chyba się obraziła. Wpadnę w czarną rozpacz…” – Zasłonił się ich wypracowaniem i wyszczerzył złośliwie zęby. (A/N: No tym razem się zasłonił, a nie potraktował jej jak Margaret) Mimo, że Kokoro darzył największą sympatią z całej klasy, to jednak ta sympatia była zbyt mała, żeby przestał ją całkowicie ignorować tak jak innych członków swojej klasy.

*


Była przerwa, Kai siedział w klasie, do której wpadła Hiromi. Uczyła się w tym samym liceum, co on, tylko była w pierwszej klasie, tak jak Takao. To cud, że ten ułom dostał się do liceum… Hiromi stanęła przed Kai’em, której sam jej widok go wkurzył.
„Jak znów ma mi gadać o tej Kokoro i wmawiać, że się z nią umówiłem, to powieszę ją za uszy!” – Pomyślał patrząc na nią groźnie.
- Chciałam ci tylko powiedzieć, że jesteś nadętym, zapatrzonym w siebie bufonem! –Warknęła mu prosto w twarz. Kai patrzył na nią znudzonym, wkurzonym wzrokiem nie kwapiąc się, żeby odpowiedzieć cokolwiek, z resztą nawet nie słyszał, co powiedziała, bo słuchał MP3…


Namida

[Powrót]
Komentuj



orka

22/06/2007 15:18:08
brak www
No zaczyna się robić coraz ciekawiej a fajne imie ma ten kotek Kokoro Dzikusek. Oby tych opowiadań powstawało jeszcze więcej bo szybko czytam . Orka.